problemy z wagą

Hello 

Dzisiaj chciałabym napisać parę słów na temat walki ze zbędnymi kilogramami. Osoby, które mnie znają od dłuższego czasu wiedzą, że miałam i moim zdaniem nadal mam problem z wagą. Nie jestem osobą otyłą, ale źle czuję się w swoim ciele. Jak więc sprawić by problem zmalał ? Na to pytanie postaram się wam odpowiedzieć.

Moja historia zaczęła się już w szkole podstawowej kiedy w okresie dojrzewania dostałam dużego apetytu. Pomimo ostrzeżeń rodziców jadłam tyle ile chciałam i kiedy chciałam. W efekcie byłam pulchnym dzieckiem. Wraz z każdym kolejnym rokiem stopniowo docierało do mnie, że muszę coś z tym zrobić. Taka konkretna przemiana myślę, że wydarzyła się dopiero gdzieś pod koniec 2 klasy gimnazjum. Było, to dość późno, ale na szczęście nie za późno. Co wtedy zrobiłam ? Być może odpowiedź wyda wam się banalna przez co oklepana, ale rzeczywiście tak było. Mianowicie stopniowo zaczęłam ograniczać jedzenie oraz ćwiczyłam (nie licząc oczywiście lekcji wf`u). W jaki sposób? Głównie biegałam i jeździłam na rowerze. W weekendy to codziennie, gdyż miałam dużo czasu, a w tygodniu szkolnym to co drugi dzień. To w dużym stopniu poprawiło moją kondycje i samopoczucie. Przez długi czas taki tryb życia utrzymywałam. Jeszcze większą motywacją był dla mnie fakt iż nauczyciel wychowania fizycznego widział, że robię duże postępy w sporcie. Niestety ta dobra passa załamała się. Przyszedł czas kiedy stopniowo zaczęłam wracać do starych nawyków, czyli nic bardziej mylnego jak efekt jo-jo. Drugie podejście zrobiłam w 1 klasie szkoły ponadgimnazjalnej. Stwierdziłam, że jest, to już szkoła średnia i nie można tak dalej żyć. Trzeba się zabrać za siebie. Dość długo udawało mi się systematycznie biegać, mniej jeść. Niestety przyszedł moment kiedy nadszedł ogrom nauki, stałam się bardziej zmęczona i nie miałam nadzwyczajnej ochoty biegać. Z jedzeniem jeszcze mi się udawało, ale już coraz to słabiej. W końcu wszystko się urwało. Przyszła fatalna pogoda, ja już totalnie nie chciałam nic. taki stan miałam gdzieś do pory gdy znów nie pojawiło się słońce. Wówczas wszystko wyglądało tak jak wcześniej. Biegałam, jadłam mniej. Niestety nastał kolejny stan kryzysu, który utrzymuje się do dnia dzisiejszego. Teraz nastawiam się na to, że kiedy przyjdą cieplejsze dni, wystarczy +10*C. Od nowa zaczynam ćwiczyć i ograniczać jedzenie. Z tym ograniczaniem, to już od jakiegoś czasu się zmieniam. Oczywiście mam lepsze i gorsze dni, ale myślę, ze jakoś daję radę. Ćwiczę na rowerze wysiłkowym, czasami robię brzuszki. Mam nadzieję, że teraz przez ferie wpadnę w systematyczny wir ćwiczeń i utrzymam go. 

Tak w większym skrócie przedstawiłam wam moją historie z odchudzaniem. To co mogę wam poradzić, to NIE GŁODŹCIE SIĘ ! W niczym to nie pomaga, a nawet szkodzi wam i waszemu zdrowiu. Uważajcie na siebie, wszystko przemyślcie 100 razy za nim podejmiecie decyzje.  Mam nadzieję, że nie zanudziłam was, serdecznie pozdrawiam i zapraszam do komentowania ;) 



2 komentarze:

  1. mnie ani trochę nie zanudziłaś, w tej kwestii doskonale Cię rozumiem... moja historia zaczęła się dość podobnie, ale inaczej zakończyła jak już wiesz... w każdym bądź razie mam takie samo postanowienie: wiosna = powrót do systematycznych ćwiczeń ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że wraz z rozpoczęciem się wiosny powróci ta większa chęć i systematyczność ;)

      Usuń

***Thanks for comments ;* I won't accept comments, which insult me.***

$("img[src='http://img1.blogblog.com/img/anon36.png']") .attr('src', 'http://dodatki.blogowicz.info/news/nimgs/garfarms.gif') .ssyby('blank')